W ostatnich latach coraz częściej można spotkać się z tendencją do tłumaczenia wielu
codziennych trudności tym, że mamy bądź ktoś ma ADHD. Z jednej strony wynika to ze
wzrostu świadomości społecznej dotyczącej zaburzeń neurorozwojowych, z drugiej jednak
prowadzi do nadmiernego uproszczenia i spłycenia znaczenia tego pojęcia. To prawda, że
wielu z nas doświadcza momentów rozproszenia, impulsywności czy problemów z
koncentracją, jednak nie oznacza to, że każdy z nas mieści się w spektrum ADHD. Zespół
nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, bo tym jest właśnie ADHD, jest bowiem
konkretną diagnozą medyczną, opartą na jasno określonych kryteriach diagnostycznych
zawartych w klasyfikacjach DSM oraz ICD.
ADHD obejmuje zestaw charakterystycznych objawów, które pojawiają się stosunkowo
wcześnie – zazwyczaj już w dzieciństwie – utrzymują się przez długi czas i wyraźnie
wpływają na codzienne funkcjonowanie. Mogą utrudniać naukę, pracę czy budowanie i
utrzymywanie relacji z innymi. Każdemu zdarza się czasem coś zapomnieć, zgubić
przedmiot albo stracić koncentrację w trakcie rozmowy lub podczas długiego spotkania w
pracy. U osób z ADHD jednak takie sytuacje występują zdecydowanie częściej i są znacznie
bardziej nasilone. Nie wynikają z przemęczenia czy chwilowej niedyspozycji.
Warto też pamiętać, że ADHD ma podłoże neurologiczne. Badania z wykorzystaniem
technik neuroobrazowania wskazują na różnice w budowie oraz funkcjonowaniu niektórych
obszarów mózgu u osób z tym zaburzeniem. Szacuje się, że dotyczy ono jedynie kilku
procent populacji, co oznacza, że większość ludzi nie spełnia kryteriów jego rozpoznania.
Dlatego ważne jest, aby nie przypisywać ADHD każdej formie roztargnienia czy braku
koncentracji, lecz odróżniać naturalne, sporadyczne trudności od zaburzenia klinicznego,
które wymaga rzetelnej diagnozy i odpowiedniego wsparcia terapeutycznego, a niekiedy
także leczenia farmakologicznego.
